Szalałem, kiedy moja miłość opuściła mnie dla innej dziewczyny w zeszłym miesiącu, ale kiedy spotkałem przyjaciela, który przedstawił mi DR ISIKOLO, wielkiego posłańca wyroczni, której służy, opowiedziałem o swoim problemie DR ISIKOLO o tym, jak odeszła moja była miłość ja, a także jak potrzebowałem pracy w bardzo dużej
Gry online. zapytaj.onet.pl. Moja przyjaciółke rzucił chłopak,co jej powiedzieć żeby ją pocieszyć? najgorsze jest to że ona nadal go kocha. ciągle płacze. niestety pzez niego tnie się i podpala . nawet wycięła sobie pierwszą literę jego imienia na udzie . co jej powiedzieć,jak ją pocieszyć żeby nie czuła się taka smutna i
Niektóre filmy typu Szpieg, który mnie rzucił: Agentka (2015), Wybuchowa para (2010), Szpiedzy z sąsiedztwa (2016), Aniołki Charliego (2019), Agent i pół (2016). Pasujące atrybuty są pogrubione.
— Zaskoczyłaś mnie — powiedział. Chłopak zniżył się i powoli zaczął sunąć swoimi ustami po mojej szyi, dokładnie tak samo, jak jeszcze kilka dni temu. Mruknęłam coś niezrozumiałego, nawet dla mnie pod nosem i z powrotem umieściłam swoje palce we prostych włosach Bradley'a, aby po chwili pociągać lekko za ich końcówki.
Tłumaczenia w kontekście hasła "on rzucił mnie na" z polskiego na angielski od Reverso Context: Próbuję, ale on rzucił mnie na ziemię.
Chłopak ze mną zerwał, co robić? 10 minut temu zerwał ze mną chłopak, nie wiem co robić on nie chce być ze mną, a ja go kocham najmocniej na świecie nie dam rady żyć bez niego. Nie zapomnę o nim, za bardzo go kocham, on już nie będzie ze mną.. Co robić?
. crybabyy Dołączył: 2013-06-16 Miasto: kraków Liczba postów: 636 10 lutego 2015, 14:20 Dziewczyny, nie wiem co mam ze sobą zrobić...jeszcze nigdy nikogo tak nie kochałam. Może byliśmy ze sobą krótko, bo niecały rok, ale dla mnie to wystarczająco, by kogoś pokochać całym sercem. A on odszedł..nie wierzę w to co się stało. Dalej mam nadzieję i wierzę w to, że się odezwie. Kłóciliśmy się ostatnio, ciągłe pretensje, doszły do tego nerwy i stres na uczelni, moje problemy rodzinne, ale nigdy nie przeszło mi przez myśl, żeby go zostawić. Był dla mnie wszystkim, całym światem, moim mężczyzną, moim ideałem...nie chce mi się jeść, nie chce mi się spać. Czuję jakby ktoś wyrwał mi wszystkie wnętrzności. Co ja mam teraz zrobić, pomóżcie, proszę... Edytowany przez crybabyy 10 lutego 2015, 14:21 Dołączył: 2008-11-20 Miasto: Wrocław Liczba postów: 6528 11 lutego 2015, 07:49 Przejdzie. Zawsze przechodzi. Jesli Cie to interesuje, to 2 m-ce temu rozstalam sie z chlopakiem z ktorym bylam prawie 3 lata. Mieszkalismy razem itp... Przeszlo. Dołączył: 2014-09-27 Miasto: Tropy Liczba postów: 192 11 lutego 2015, 08:02 przejdzie. tylko nie pielęgnuj tych uczuć do niego w myśl jaki był cudowny i nie jeden taki będzie a nawet i tysiąc razy wspanialszy. Ja zmarnowałam 5 lat na pielęgnowaniu uwielbienia dla kogoś kto mnie stracony czas. Dołączył: 2014-10-22 Miasto: Warszawa Liczba postów: 1050 11 lutego 2015, 09:31 Piszesz o rade a wszystkich krytykujesz. Bywa nie ty jedna nie ostatnia, nie on pierwszy i nie jedyny. Przejdzie ci po jakimś czasie (parę miesięcy może lat) ale przejdzie. Ile lat byś nie miała to nie ma znaczenia ale pozbierać się trzeba i znaleźć sobie jakiś zajęcie. Idziesz dalej. Miłość nie jest piękna w kwiatki i motylki tylko dosyć okrutna i pełna zaangażowania. Dołączył: 2013-02-02 Miasto: Haiti Liczba postów: 263 11 lutego 2015, 10:13 o jezzzz tez tak kiedyś miałam. w sumie z perspektywy czasu sama sobie się dziwię bo chyba z tego "wyrosłam". bolało mnie w środku, ciągłe uczucie niepokoju, ani jesc ani pic ani spac ani nic. zmieniłam partnera i już nigdy tak nie miałam. crybabyy Dołączył: 2013-06-16 Miasto: kraków Liczba postów: 636 11 lutego 2015, 10:32 Dziękuję wszystkim za odpowiedzi...wiem, że kiedyś przejdzie..ale tak bardzo bym chciała, żeby przeszło już. Ten czas mnie zabija..wiem, że zachował się podle na koniec. Po prostu ja nie jestem w stanie zrozumieć dlaczego w pn mnie kochał a w sb rzucił. Nie rozumiem po co były te wielkie słowa o miłości, o tym że chce spędzić ze mną życie, jak zaraz po tym ze mną skończył. Przed moim ważnym egzaminem, przed walentynkami, przed moimi urodzinami...i wiecie co dziewczyny..nawet nie chce się ze mną spotkać twarzą w twarz, bo uważa ze wszystko zostało wyjaśnione..jak tylko mi powiedział, że jest rozdarty wewnętrznie i nie wie, czy za tydzień też nie będzie i mnie tylko przeprosił i wyszedł..przecież nic mi nie powiedział. A przez ten cały czas, który byliśmy, przez te wszystkie słowa które mówił, przez to jak jeździłam do jego rodziny, to przez to wszystko nawet nie potrafi mnie teraz uszanować i być po prostu człowiekiem dla mnie. Niech mi to ktoś wyjaśni..jak można z dnia na dzień przestać kogoś kochać i zamienić się dla niego w zimny głaz? zwłaszcza bez konkretnego powodu, bo to były zwykłe kłótnie i docieranie sie w związku Stradii 11 lutego 2015, 13:07 Może to Cię w jakiś sposób pocieszy.. Miałam to samo, ale po ponad 5 latach związku.. to dopiero rozpacz gdy mnie zostawil! teraz mija 6 rok i jestesmy dalej ze sobą. Też byl po rozstaniu jak głaz... po 5 latach nie odzywal sie, traktowal jak powietrze.. ale po jakims czasie doszlo do niego kim dla niego bylam. Taka przerwa nam dała bardzo dużo! przez 5 lat nie było tak wspaniale jak teraz po powrocie. Musieliśmy od siebie odpocząć, przemyśleć, zrozumieć.. Oj co ja przeżywałam po rozstaniu.. jednak nie należy się załamywać, jesli to prawdziwa milosc, wroci. Jak to mówią "puść milosc wolno, jak kocha wroci". Jeśli nie, na pewno poznasz kogos, który uświadomi Ci, że to co "niby"czulas do poprzedniego było niczym w porownaniu co teraz czujesz ; Edytowany przez 93fef830f44a1f7c73bcddc06a596967 11 lutego 2015, 13:08 Dołączył: 2011-05-20 Miasto: Warszawa Liczba postów: 225 11 lutego 2015, 13:35 ja też właśnie rozstałam się z chłopakiem. jest ciężko, ale ciągle myślę o tym, że to tylko kwestia czasu, zaczynam nowy rozdział, może będzie lepiszy niż poprzedni... ps. chłopak jest ostrym chujem, skoro zostawił Cię w takim trudnym momencie... nie masz czego żałować, bo teraz wiesz, że nie był osobą, na której mogłabyś polegać w 100% 11 lutego 2015, 13:48 Czas leczy rany. Ból z każdym dniem będzie mniejszy - głowa do góry :-) crybabyy Dołączył: 2013-06-16 Miasto: kraków Liczba postów: 636 11 lutego 2015, 13:53 Dziękuję Wam wszystkim..już odbyłam dość sporo rozmów... i to prawda, zostawił mnie w fatalnym momencie. Nie potraktował mnie nawet jak człowieka, chociaż tyle mi się należało. Najgorsze jest to, że w jednej chwili szaleńczo mnie kochał, a w drugiej mu się coś nagle odwidziało. Przecież w związku nie zawsze jest kolorowo i są kłótnie, ale jak dwoje ludzi się kocha, to są w stanie to przezwyciężyć. Nigdy tego nie pojmę...Czytam Wasze historie i oczom nie wierzę, że los może rzucić nam takie wyzwania. Albo to, że po 5 latach bycia ze sobą i rozstaniu, można dalej być razem. Ale to właśnie oznacza prawdziwą miłość..najgorsze, że ten rozdział z nim, to był dotąd najlepszy w moim życiu. Dziękuję za wszystkie słowa otuchy.
Przechodzę przez „żałobę” po zakończeniu związku, który trwał 13 lat… Jestem emocjonalnym wrakiem człowieka. Od rozstania minęły 3 miesiące. Pierwszy miesiąc to była jakaś masakra- ciągle płakałam, nie jadłam, nie spałam, zawaliłam pracę, nie byłam w stanie ogarnąć codzienności. Wraz z partnerem straciłam też dach nad głową, nasze wspólne psy i środki, które inwestowałam w jego mieszkanie, które wiele lat było naszym wspólnym domem. To brzmi, jakbym była jakąś potworną materialistką, ale w takich okolicznościach taki fakt też cholernie boli. W drugim miesiącu jakoś zaczęłam się zbierać, teraz jest trzeci miesiąc, przyszła wiosna, a do mnie jakby to wszystko trafiło na nowo- nie mogę normalnie funkcjonować, ciągle płaczę i myślę o nim. O tym, co robi, jak mu jest, dlaczego to się stało. Czy rzeczywiście jestem takim potworem, że musiał odejść. Czy zrobiłam wszystko, żeby związek uratować. Dlaczego to się stało. Nie mogę się z tym pogodzić. Miał być ślub, dziecko było w drodze, świeżo zakończony remont kuchni. Wiadomo, że między nami było różnie- było i cudownie, i były kłótnie, jak to w życiu, nie ma przecież idealnych związków. Przeszliśmy razem wiele- ciężkie czasy, wręcz biedę, bezrobocie, trudny "dorabiania się", choroby i śmierć bliskich nam osób, ale zawsze udawało nam się wyjść z kryzysów. Dwa miesiące przed zaplanowanym ślubem partner oznajmił mi, że się zakochał w koleżance z pracy. Nie będę wchodzić w szczegóły całej historii, bo musiałabym tu napisać wypracowanie o objętości encyklopedii, ale po krótce opowiem, że przez miesiąc próbowałam go przekonać, że nie warto niszczyć naszego „my”- tych wspólnych lat, planów, marzeń. Żeby się opamiętał, że przecież tą dziewczynę ledwo zna (znaj się z imprez firmowych i wyjazdów integracyjnych, w sumie widzieli się z 10 razy). Oczywiście dowiedziałam się jaka to jestem beznadziejna, nasz związek beznadziejny i tak dalej. Że nuda, rutyna, wypalenie. Ale wtedy myślałam, że są to takie błahe powody, że nie warto dla nich kończyć związku, że można wszystko uratować, jeżeli oboje się postaramy. Że daliśmy się po prostu ponieść codzienności, zatraciliśmy się oboje w pracy i walce o lepszy byt, że siebie straciliśmy z oczu. Jednak mój kochany uważał inaczej, ale żeby nie było, że on się nie starał – zrobił coś na kształt castingu- siadał sobie i rozważał, która z nas jest lepsza, ma bardziej odpowiadające mu cechy charakteru i wyglądu. Raz deklarował, że chce ze mną być, że mnie kocha i nie wyobraża sobie beze mnie życia, że przecież ja jestem jego całym światem i życiem a po 2-3 dniach totalnie zmieniał zdanie na że to nie ma sensu, nie ma czego ratować, że ta jego „przyjaciółka” jest taka wspaniała, cudowna, delikatna, że tak dobrze mu się z nią rozmawia, że nigdy się tak nie czuł. W czasie dni, kiedy był „na tak” na mnie, zabrał mnie raz na kolację i uznał, że o wystarczający dowód na to, że mu zależy. Kontaktu z nią nie zamierzał zrywać, „bo będzie jej przykro, nie może jej zranić”. Nawet pojechał do miasta, w którym ona mieszka, żeby się z nią zobaczyć, potem mi opowiadał, że podczas tego spotkania całowali się i że nie mogę mieć o to do niego pretensji, bo on jest dorosły i ona też i że mogą robić co chcą. Byłam w takim stanie, że byłam gotowa zgodzić się na wszystko, byleby tylko ze mną został. Nawet, jakby mi kazał sobie obie nogi odrąbać. W pewnej chwili dopiero zorientowałam się, że nie jestem w stanie spełnić wszystkich jego żądań- zmienić o 180 stopni swój charakter, zrezygnować ze wszystkiego co kocham i tolerować, że on i tak będzie się z nią spotykał, bo przecież razem pracują. Nie zmienię się też naglę w bujnowłosą modelkę o nieskazitelnej skórze (argumenty odnośnie wyglądu użyte przeciw mnie- mam za szerokie biodra i w ogóle figurę nie taką, rozstępy oraz krótkie i za rzadkie włosy oraz styl do kitu). Dowiedziałam się jaka jestem nudna, mało spontaniczna, ograniczona, wredna i jędzowata. Zaczęłam w pewnej chwili szukać nawet mieszkania, bo przestałam widzieć nadzieję na ratunek. Przeszukiwał mi telefon i komputer, kazał się potem spowiadać, do kogo dzwoniłam i dlaczego, dlaczego takie a nie inne strony w necie przeglądam, że jestem taka durna, bo się naczytam głupot w internecie. O tym, że mam się wyprowadzić poinformował mnie przez telefon. Zabrałam rzeczy. Potem powiedział, że jestem głupia, że mogłam zostać, bo „on mnie w cale nie wyrzucał, jakbym sobie tak mieszkała z nim jeszcze ze 2-3 tygodnie, on by sobie tak na mnie popatrzył to może by zdanie zmienił”. Potem, że to wszystko moja wina, bo ja byłam… (i tu znów lista moich wszelkich przewinień), że od dawna się ze mną męczył i że nie jestem kobietą, której on potrzebuje. Że nie chce mieć związku z etykietą „po przejściach”, ale woli sobie zacząć nowe życie z młodszą kobietą, którą „on sobie ulepi tak, żeby jemu pasowała”. Nie będzie się dalej męczył, pracował nad sobą (bo on nie ma sobie nic do zarzucenia, on nie zrobił przecież nic złego), nad związkiem, bo i tak się nie uda. Że nie zostanie ze mną ze względu na dziecko, że mam sobie zrobić „z tym”, co uważam za stosowne (ostatecznie ze stresu i wyczerpania i tak poroniłam). I jeszcze że jestem materialistką, pragmatyczką i egoistką, bo przy rozstaniu zażądałam podziału wspólnie kupionych rzeczy. Że wszystko źle rozegrałam, bo gdybym wtedy czy wtedy (z podaniem konkretnych sytuacji) powiedziała/ nie powiedziała, zrobiła/ nie zrobiła czegoś tam, to wtedy on by zmienił zdanie. Potem jeszcze wydzwaniał w nocy, że siedzi w pustym mieszkaniu, że nie ma mnie, że on nie wie, jak będzie dalej żył, że mnie kocha i tak dalej. Myślałam, że się ocknął, że uda nam się uratować nasz związek. Rano już było inaczej- twierdził, że oczywiście kocha mnie, ale nie może ze mną być, bo za dużo złego się już stało, że on się zaangażował już w relację z tamtą i ona na niego czeka. Co więcej - ona była cały czas zaangażowana w nasze rozstanie, w tą walkę, zwierzał jej się i pytał, co ma robić (!). Jestem wrakiem człowieka, nie mogę się pozbierać. Nie widzę teraz sensu niczego – życia, dbania o siebie, wychodzenia z domu. Zmuszam się do wychodzenia ze znajomymi, na koncerty, wystawy, do kina, ale zwykle kończy się to płaczem w kiblu albo w drodze do domu, bo ciągle myślę o tym, że mogłabym to robić z nim. Albo że mogłabym być w domu z nim. Nie mam totalnie ochoty spotykać się z innymi facetami, mam ich dość na wieki. Nie zapomnę go nigdy, innemu już nie zaufam ani nie pokocham. Nie potrafię. Temu oddałam całą siebie. Czuję się nic nie warta, brzydka, ciągle tylko oglądam te włosy, które mi wypomniał, już nawet chciałam się na łyso ogolić. Wyrzuciłam zdjęcia, pamiątki, prezenty. Nie mogę się jeszcze przemóc przed pozbyciem się pierścionka zaręczynowego. Dostrzegłam rzeczy, które były złe między nami, co powinniśmy zmienić już dawno, ale olaliśmy to, bo brak czasu, ciągła pogoń za wszystkim. Ale mimo wszystko boli to, że on nie chciał zawalczyć, że wybrał tą łatwiejszą drogę, wymienił mnie „na lepszy model” jakbym była pralką. Zdradził (dla mnie to, co zrobił to zdrada emocjonalna). A ja uważałam, że on i nasz związek są warte każdego poświęcenia. Ja dawno temu, żeby go zadowolić rezygnowałam z wielu rzeczy, bo według niego poświęcałam na to za dużo czasu albo było to głupie. Przypominam sobie wszystko, co robiłam w tym związku- że pisałam za niego pracę dyplomową, że przez rok, jak był bezrobotny to zasuwałam na dwóch etatach, żeby utrzymać dom i spłacić kredyty, że nawet jak byłam chora to dawałam z siebie 100% - z gorączką potrafiłam gotować obiad, żeby miał, jak wróci z pracy i nie chciałam być „obciążeniem”. Zrezygnowałam ze swoich zainteresowań i pasji, działalności charytatywnej, ograniczyłam kontakty z rodziną i znajomymi i wzięłam na siebie 95% obowiązków domowych, żeby on mógł spokojnie pracować i potem odpocząć po powrocie. Fakt, jestem wybuchowa, mam różne wady (a czy ktoś ich nie ma?), ale czy nie zasłużyłam zamiast takiego traktowania na rozmowę? Choć nigdy nie czułam się przy nim piękna (zawsze było coś do poprawy), kochana czy zwyczajnie fajna (wciąż mnie za wszystko krytykował), skończył mi się świat. Nie mogę się z tym pogodzić. Kocham go nadal i nie mogę normalnie żyć. Nawet głupi program w tv, który oglądaliśmy wspólnie doprowadza mnie do płaczu. Jadąc do pracy codziennie przejeżdżam niedaleko jego domu, codziennie rano płaczę. Wszystkie samochody w kolorze niebieskim (jak jego) doprowadzają mnie do histerii. Tak samo, jak ludzie z psami (zostały u niego nasze wspólne psy i nie chce mi ich oddać) czy kobiety z dziećmi w wózku albo wystawa sukien ślubnych. Boli mnie też to, że on mnie tak szybko wymazał ze swojego życia, jakbyśmy znali się tydzień, ani byli ze sobą 13 lat. Musiałam niemal błagać o oddanie reszty moich rzeczy. Wmawiał mi, że tak strasznie cierpiał po mojej wyprowadzce, a wiem, że po niecałych 2 tygodniach już z tą nową był na romantycznym wypadzie w góry (mi zarzucał, że przeze mnie nigdzie nie wyjeżdżamy i nie wychodzimy, ale wszelkie moje pomysły sam torpedował lub nie robił nic w tym kierunku, żeby cokolwiek zrealizować albo mówił, że nie, bo on nie może wziąć urlopu). Boli, że teraz dla niej skłonny jest wziąć urlop na wyjazd, albo wyjść gdzieś, a ja nie byłam warta poświęcania mi czasu w ten sposób. Nawet do kina chodziliśmy 3 razy w roku. I zazwyczaj na filmy, które on chciał. Jak chciałam iść na film/koncert/ cokolwiek innego, co interesowało mnie, to musiałam iść sama albo z koleżanką. Czuję się jak śmieć. Raz, że mnie zostawił po tylu latach, dwa- że ja i nasze związek nie byliśmy dla niego warci tej walki, trzy - że ona jest teraz warta wszystkiego, nie szczędzi na nią czasu ani hajsu. A ja przez 13 lat bycia z niam zawsze płaciłam za siebie nawet za głupią kawę na stacji benzynowej, żeby nie usłyszeć, że jestem z nim dla pieniędzy. Usłyszałam od niego, że to wszystko moja wina, że on po prostu nie może już ze mną wytrzymać, że go zmuszałam do ślubu bo „zbliżam się do 30- tki i po prostu mi odjebało”, że on musi odejść, bo ze mną nie da się żyć a ona jest taka cudowna, bo z nikim mu się tak dobrze nie rozmawia, jak z nią, że nie zachwycałam się nim, a ona go adoruje, żebym „zrobiła coś ze sobą, bo żaden facet ze mną nie wytrzyma”. Że ja nie doceniałam jego uczuciowości, a ona jest taka biedna, że na pewno doceni to, jaki on jest dobry. Ale też żebym się nie załamywała, bo być może wróci do mnie, jak mu z nią nie wyjdzie. Ale że się też nad tym dobrze zastanowi, bo będzie musiał ocenić, czy opłaca mu się dwa razy wchodzić do tej samej rzeki. Czy to kiedyś minie? W tej chwili mam w głowie obraz siebie jako zaniedbanej samotnej kobiety ze stadem kotów, siedzącej w zasyfionym mieszkaniu, w dresie, zgorzkniałej. Nie wiem, czy kiedykolwiek będę w stanie komuś innemu zaufać, kogoś innego pokochać. Czy znajdę w sobie siłę i chęć na chodzenie na randki, na rozwijanie znajomości, pracę nad związkiem i czekanie "czy coś z tego będzie". Zresztą skoro jestem taka beznadziejna i nudna (brzydka i z problemami zdrowotnymi i coś tam jeszcze), to kto mnie będzie chciał.
W XXI wieku poziom rozwiązłości wkroczył na wysoki poziom. Zarówno wśród kobiet, jak i mężczyzn, chociaż tę zmianę najlepiej widać na przykładzie osób płci żeńskiej. Wiele z nich zmienia partnerów niczym rękawiczki, a nastolatki robią zakłady, która z nich pierwsza straci kwestii seksualności zapanowało równouprawnienie, choć oczywiście nadal nie brakuje głosów, że facet, która ma mnóstwo partnerek jest Casanovą, a kobieta, która romansuje równie intensywnie - jest rozwiązła. Bycie dziewicą to zatem powód do wstydu, czy do dumy? Zdaniem Sylwii czystość nadal jest w cenie. Trzeba tylko trafić na wartościowego mężczyznę. „Niedawno rzuciłam faceta dla innego i już żałuję. Chcę wrócić do byłego” 19-latka twierdzi, że nie warto tracić dziewictwa zbyt wcześnie. Facet rzucił ją, gdy dowiedział się, że nie byłby jej pierwszym mężczyzną. Sylwia chciałaby was przestrzec przed zbytnim pośpiechem. - Teraz wstydzę się do tego przyznawać, ale pierwszy raz zrobiłam to ze znajomym na domówce. Miałam 17 lat. On zaproponował seks bez zobowiązań. Wcześniej rozmawialiśmy na „te” tematy. Gdy zwierzyłam się, że jestem zupełnie zielona, dał mi do zrozumienia, że to dziwne. Prawie mnie wyśmiał. Ja byłam głupia i niedoświadczona. Złapałam się na jego haczyk. Z perspektywy czasu wiem, że mnie wykorzystał. Do dziś nie mogę sobie tego darować, chociaż przez pierwsze miesiące czułam się taka dumna. Uważałam, że stałam się przez ten akt dorosła, co było bardzo głupie. Potem w moim życiu było jeszcze dwóch facetów. Z każdym z nich chodziłam, ale oba związki szybko się rozpadły. Niedawno skończyłam 19 lat i poznałam jego, Patryka. Poprosił mnie o numer telefonu podczas pierwszej rozmowy. Bardzo mi się spodobał, więc w duchu skakałam ze szczęścia. Szybko zauważyłam też, że to nie jest facet, z jakimi do tej pory miałam do czynienia. Patryk to mężczyzna na poziomie - przystojny student jednej z warszawskich uczelni. Kulturalny i pracowity. Po kilku randkach Sylwia i Patryk zostali parą. - Dopiero po jakimś czasie Patryk zaczął wypytywać mnie o te sprawy. Ja sama się nie chwaliłam. Wiadomo, że nie było czym. Żałowałam tego, że wcześniej go nie spotkałam. Dopiero przy nim zrozumiałam jak mężczyzna powinien traktować kobietę. Na każdej randce przynosił mi bukiet kwiatów albo pojedynczy kwiat. Ogólnie zachowywał się bardzo szarmancko. Czułam się przy nim wspaniale. Bałam się tylko tego, co powie na moje wyznanie, że spałam z trzema mężczyznami. Podczas naszych rozmów dowiedziałam się o nim trochę. Na podstawie strzępków informacji zrozumiałam, że on oczekuje dziewicy. W końcu nadszedł dzień prawdy. „Narzeczony mnie upokorzył. Podarował mi pierścionek po swojej byłej dziewczynie” Po dwóch miesiącach bycia razem Patryk otwarcie zapytał Sylwię, czy już w ten sposób z kimś była. Ta przyznała się do wszystkiego, a jednocześnie dowiedziała się, że jej chłopak nigdy tego nie robił. - Z jednej strony byłam zdziwiona, a z drugiej pozytywnie zaskoczona. Doszłam też do wniosku, że jemu to w niczym nie ujmuje – wręcz przeciwnie – staje się przez to jeszcze atrakcyjniejszy w moich oczach. Niestety Patryk nie zareagował na moje wyznanie z wyrozumiałością, o której marzyłam. Powiedział, że szuka innej kobiety. Zrobił to bardzo delikatnie. Widziałam, że nie chce mnie zranić, ale mimo wszystko złamał mi serce. Zdążyłam się w nim zakochać. Cieszę się tylko, że to stało się dość szybko, a nie – powiedzmy – za pół roku. Wtedy być może szalałabym za nim i czułabym jeszcze większy ból w sercu. Patryk w żaden sposób nie dał mi do zrozumienia, że jestem gorsza czy wybrakowana. Za to szanuję go jeszcze bardziej. Stwierdził, że sam podchodzi do związków bardzo poważnie i szuka takiej samej dziewczyny. Dla niego musi być dziewicą, bo on też nigdy tego nie robił, chociaż nieraz miał okazję. Sylwia żałuje swojej przeszłości. - Byłam bardzo głupia jako nastolatka. Nie znałam życia ani facetów. Jest mi tylko przykro, że moja mama mnie nie ostrzegła. Jeżeli kiedykolwiek będę miała córkę, na pewno porozmawiam z nią na ten temat. Czuję, że straciłam kogoś wyjątkowego w moim życiu. Dziś trudno o takich mężczyzn jak Patryk. Znam mnóstwo facetów, którzy traktują dziewczyny przedmiotowo albo oczekują od nich praktycznie od razu współżycia i jeszcze wmawiają, że są nienormalne, gdy odmawiają. Przykra rzeczywistość. LIST: "Moja przyjaciółka zdradza wszystko, co jej opowiem swojemu chłopakowi" Teraz już wiem, że trzech partnerów seksualnych to sporo jak na 19-latkę. Ale mam też świadomość, że jest wiele takich dziewczyn jak ja. Tylko, że one często nie wyznają facetom prawdy – zaniżają liczbę mężczyzn, a którymi spały. Ja wybrałam szczerość. Mam nadzieję, że kiedyś trafię na porządnego faceta, który nie będzie miał takich wymagań.
Strony 1 Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź 1 2014-07-27 21:26:21 Ostatnio edytowany przez kingaa92 (2014-07-27 21:36:13) kingaa92 Niewinne początki Nieaktywny Zarejestrowany: 2014-07-27 Posty: 4 Temat: Rzucił mnie, bo "zasługuję na kogoś lepszego"Witam. Byłam z moim chłopakiem 2 lata. Pod koniec czerwca zakończył nasz związek, powiedział, że zmarnuję sobie przy nim życie i powinnam poszukać kogoś dojrzalszego i bardziej odpowiedzialnego na partnera. Dlaczego? JA: w tym roku zdałam licencjat (analityka gospodarcza), pracuję (w sklepie spożywczym, nic związanego ze studiami niestety), oprócz tego udzielam korepetycji z matematyki i angielskiego, utrzymuję się sama (nie mogłam wytrzymać z apodyktycznymi rodzicami i wyprowadziłam się, wynajmuję pokój). ON: nie studiuje (ma tylko maturę), pracuje za 800 zł 6h dziennie pon-pt, brak mu wiary w siebie i ta sytuacja z pracą myślę, że jeszcze bardziej to pogłębia. Oprócz tego jest naprawdę inteligentnym człowiekiem, kilka razy mi pomógł, gdy miałam załamania nerwowe (jestem zbyt wrażliwa i za bardzo się przejmuję niepowodzeniami), on dał mi motywację do wyprowadzki z domu rodzinnego. Gdy musiałam podjąć jakieś trudne decyzje, po rozmowach z nim wybierałam dobre rozwiązania. Generalnie dużo mu zawdzięczam. Jednak jeśli chodzi o niego samego, trudno mu się "ogarnąć", wiele przeszedł w dzieciństwie, "pamiątką" po tym jest nerwica serca i brak wiary w powodzenie swoich działań, słomiany zapał, gdy nie widzi szybkich efektów traci motywację. On uważa, że powinnam poszukać sobie partnera starszego ode mnie z 5 lat (my jesteśmy równolatkami), z wykształceniem, pracą, samochodem, mieszkaniem, czyli tym wszystkim, czego nie ma on. Jednak ja go kocham i chcę walczyć o nas. Nie potrzebuję wsparcia materialnego, o to potrafię sama zadbać, potrzebuję wsparcia psychicznego, wysłuchania i przytulenia, gdy za bardzo przeżywam jakieś niepowodzenie. Poza tym widzę w nim potencjał, wiem, że ma szansę wiele osiągnąć gdy przestanie myśleć, że cokolwiek będzie próbował zrobić i tak mu się nie uda. Przykro mi patrzeć, jak się zadręcza. Jak Wy to oceniacie, mamy szansę stworzyć udany związek? Znacie kogoś, kto był jak mój chłopak i "ogarnął się", znalazł dobrą pracę, motywację do działań? Wiem, że dla nas jedyną przeszkodą jest jego psychika, brak wiary w siebie, niepoukładane życie. Staram się go wspierać najlepiej jak potrafię, ale z tego co widzę, każdy mój "krok do przodu", choć z jednej strony go cieszy to powoduje, że nie wierzy w siebie jeszcze bardziej bo czuje, jak powiększa się dystans między nami 2 Odpowiedź przez Skywalk 2014-07-27 21:49:39 Ostatnio edytowany przez Skywalk (2014-07-27 21:50:40) Skywalk Net-facet Nieaktywny Zarejestrowany: 2013-10-20 Posty: 516 Odp: Rzucił mnie, bo "zasługuję na kogoś lepszego"Często określenia typu : powinnaś znaleźć kogoś lepszego ,jesteś cudowna i zasługujesz na więcej to nic innego tylko ugrzeczniona forma myśli : nie mam już na to ochoty, nie kręcisz mnie i lepiej jak się rozejdziemy. Nie każdy potrafi powiedzieć tego wprost albo uważa że tak będzie grzeczniej, milej bo wielu osobom nie przejdzie przez usta określenie ; to koniec , rozejdzmy się . Obym się mylił 3 Odpowiedź przez kingaa92 2014-07-27 22:01:19 kingaa92 Niewinne początki Nieaktywny Zarejestrowany: 2014-07-27 Posty: 4 Odp: Rzucił mnie, bo "zasługuję na kogoś lepszego" Skywalk napisał/a:Często określenia typu : powinnaś znaleźć kogoś lepszego ,jesteś cudowna i zasługujesz na więcej to nic innego tylko ugrzeczniona forma myśli : nie mam już na to ochoty, nie kręcisz mnie i lepiej jak się rozejdziemy. Nie każdy potrafi powiedzieć tego wprost albo uważa że tak będzie grzeczniej, milej bo wielu osobom nie przejdzie przez usta określenie ; to koniec , rozejdzmy się . Obym się myliłNie, to zupełnie nie o to chodzi, jestem tego pewna. On naprawdę myśli, że nie jest dla mnie wystarczająco dobry, nie daje mi oparcia (dla niego wsparcie jest tożsame z zabezpieczeniem finansowym). Bardzo mnie kocha, widzę to w jego czynach, gestach, widzę też jak cierpi nie mogąc dać mi tego, co chciałby. 4 Odpowiedź przez Skywalk 2014-07-27 22:04:42 Skywalk Net-facet Nieaktywny Zarejestrowany: 2013-10-20 Posty: 516 Odp: Rzucił mnie, bo "zasługuję na kogoś lepszego"Aha w tym sensie, masz na myśli takie zachowanie typu poddanie się ,wycofanie podszyte podświadomym poczuciem niezasługiwania na Ciebie ? Jeśli tak to nic innego jak utwierdzać go w tym że jest ok, że jest wartościowy i każdy miewa dołki w życiu. Oczywiście o ile pasuje Ci rola życioweg motywatora dla niego ale to juz musisz sama sobie odpowiedzieć. 5 Odpowiedź przez MaciekM 2014-07-27 22:11:29 MaciekM Net-facet Nieaktywny Zawód: Prawnik Zarejestrowany: 2014-07-11 Posty: 667 Wiek: 25 Odp: Rzucił mnie, bo "zasługuję na kogoś lepszego"Musicie oboje się wspierać. Polecam psychologa. Jeśli nie to TY się wypalisz w związku z nim jak moja Ex bo kobieta nie jest w stanie być oparciem dla faceta przez dłuższy czas. 6 Odpowiedź przez kingaa92 2014-07-27 22:11:55 kingaa92 Niewinne początki Nieaktywny Zarejestrowany: 2014-07-27 Posty: 4 Odp: Rzucił mnie, bo "zasługuję na kogoś lepszego" Skywalk napisał/a:Aha w tym sensie, masz na myśli takie zachowanie typu poddanie się ,wycofanie podszyte podświadomym poczuciem niezasługiwania na Ciebie ? Jeśli tak to nic innego jak utwierdzać go w tym że jest ok, że jest wartościowy i każdy miewa dołki w życiu. Oczywiście o ile pasuje Ci rola życioweg motywatora dla niego ale to juz musisz sama sobie to mam na myśli. Bardzo chciałabym mu pomóc uwierzyć w siebie, on wiele razy mi pomógł, ale jakoś tego nie zauważa, jak już mówiłam dla niego o wartości mężczyzny świadczy wyłącznie to, ile zarabia, jak go pozbawić takiego dziwnego myślenia? 7 Odpowiedź przez MaciekM 2014-07-27 22:22:08 MaciekM Net-facet Nieaktywny Zawód: Prawnik Zarejestrowany: 2014-07-11 Posty: 667 Wiek: 25 Odp: Rzucił mnie, bo "zasługuję na kogoś lepszego"on czuje się odpowiedzialny za Twoje zabezpieczenie materialne. To akurat dobra ma możliwości, żeby tą pracę zmienił na lepszą? Albo studia coś? 8 Odpowiedź przez blue83 2014-07-27 22:26:39 Ostatnio edytowany przez blue83 (2014-07-27 22:27:54) blue83 Net-facet Nieaktywny Zarejestrowany: 2012-11-02 Posty: 146 Odp: Rzucił mnie, bo "zasługuję na kogoś lepszego" kingaa92 napisał/a:Skywalk napisał/a:Aha w tym sensie, masz na myśli takie zachowanie typu poddanie się ,wycofanie podszyte podświadomym poczuciem niezasługiwania na Ciebie ? Jeśli tak to nic innego jak utwierdzać go w tym że jest ok, że jest wartościowy i każdy miewa dołki w życiu. Oczywiście o ile pasuje Ci rola życioweg motywatora dla niego ale to juz musisz sama sobie to mam na myśli. Bardzo chciałabym mu pomóc uwierzyć w siebie, on wiele razy mi pomógł, ale jakoś tego nie zauważa, jak już mówiłam dla niego o wartości mężczyzny świadczy wyłącznie to, ile zarabia, jak go pozbawić takiego dziwnego myślenia?Ja mam bardzo podobnie. Też mnie to zastanawia dlaczego tak czasem jest Tyle że to jest na razie związek na odległość (467 km pociągiem), nie widzieliśmy się jeszcze, dopiero pod koniec sierpnia mamy zaplanowane. Jesteśmy już ze sobą 4 miesiąc. Teraz ona jest w Holandii i pracuje na nasz wspólny dom. Ja na razie nie mogę bo jestem po wypadku i ledwo co chodzę o kulach Ona jest strasznie wybuchowa, potrafi z niczego zrobić awanturę. Ja jestem osobą spokojną, szukająca zawsze jakiegoś sensownego rozwiązania, ale ona się obraża jak do niej mówie i chce być przejdźmy do sedna sprawy. Dwa razy już mi powiedziała, "że zasługuję na ideał kobiety, a ona jest zwykła prostą dziewczyną" Nie wiem co ma wtedy na myśli, może akurat chce wsparcia, jakiś ciepłych słówek. Ale nie ma co tamto, strasznie mnie denerwuje i boli takie żeby była szczęśliwa i nie myślała o takich głupotach. Nie wiem co mam odpowiadać w takich momentach. Jedyne co to strasznie mi smutno Pozdrawiam,Piotr (blue83) 9 Odpowiedź przez kingaa92 2014-07-27 22:48:05 kingaa92 Niewinne początki Nieaktywny Zarejestrowany: 2014-07-27 Posty: 4 Odp: Rzucił mnie, bo "zasługuję na kogoś lepszego" MaciekM napisał/a:on czuje się odpowiedzialny za Twoje zabezpieczenie materialne. To akurat dobra ma możliwości, żeby tą pracę zmienił na lepszą? Albo studia coś?Moim zdaniem on myśli jakoś w ten sposób: "co z tego, że zrobię studia, zmienię pracę, skoro ona też w tym czasie zrobi kroki naprzód, obroni magisterkę, znajdzie dobrą pracę, po co ja jej jestem potrzebny? Nigdy jej nie przegonię, więc nie ma dla nas szansy, co ze mnie za partner jak moja kobieta jest silniejsza ode mnie? Jak mam jej pomagać, wspierać? Nie zasługuję na nią". Jednym słowem błędne koło... 10 Odpowiedź przez Skywalk 2014-07-27 23:13:24 Ostatnio edytowany przez Skywalk (2014-07-27 23:15:56) Skywalk Net-facet Nieaktywny Zarejestrowany: 2013-10-20 Posty: 516 Odp: Rzucił mnie, bo "zasługuję na kogoś lepszego"Wiesz ja w takich przypadkach żeby kogoś zmotywować stosuję tak zwaną pozytywną zjebkę. Jak ktoś mówi że czegoś nie może że nie potrafi to ja wyjeżdzam na niego z hasłami typu : "tak ? to bardzo ciekawe, to chyba już zapomniałeś jak świetnie udało ci się zrobić ...... "albo " to w takim razie kto za ciebie zrobił ..... aż Cię chwalili, chyba już nie pamiętasz że inni nie dali rady a ty sam to załatwiłeś" - i mówię to w formie wyrzutu prawie jak przy kłótni. Taka manipulacja ale użyta w dobrym celu. Wiele osób mi dziękowało za taką formę opier.... Takie potrzepanie często powoduje że osoba zaczyna w siebie wierzyć. Oczywiście w miejsca kropek drobne sukcesy , nawet typu naprawienie kontaktu. 11 Odpowiedź przez thepass 2014-07-27 23:15:54 thepass Net-facet Nieaktywny Zarejestrowany: 2013-08-21 Posty: 8,853 Odp: Rzucił mnie, bo "zasługuję na kogoś lepszego" Jak dla mnie to sa 2 wyjscia, albo ma kompleksy bo czuje sie gorszy i nie uważa, byscie sie razem spełnili w tej relacji, albo jest niby miły, a oznacza to tylko zerwanie, bo nic nie czuje. 'She's the kind of girl you dream of'"Mało pewne siebie kobiety zawsze będą biec za tym, czego nie mogą mieć, szukać czegoś czego nie ma."Nie ma możliwości obdarzenia najgłębszym uczuciem jakim dysponuje człowiek, kogoś, kto nie jest dla ciebie dobry i traktuje cie nie tak jak byś chciał. Zakochanie w wyobrażeniach.|Tylko pod mailem| 12 Odpowiedź przez MaciekM 2014-07-27 23:25:26 MaciekM Net-facet Nieaktywny Zawód: Prawnik Zarejestrowany: 2014-07-11 Posty: 667 Wiek: 25 Odp: Rzucił mnie, bo "zasługuję na kogoś lepszego" kingaa92 napisał/a:MaciekM napisał/a:on czuje się odpowiedzialny za Twoje zabezpieczenie materialne. To akurat dobra ma możliwości, żeby tą pracę zmienił na lepszą? Albo studia coś?Moim zdaniem on myśli jakoś w ten sposób: "co z tego, że zrobię studia, zmienię pracę, skoro ona też w tym czasie zrobi kroki naprzód, obroni magisterkę, znajdzie dobrą pracę, po co ja jej jestem potrzebny? Nigdy jej nie przegonię, więc nie ma dla nas szansy, co ze mnie za partner jak moja kobieta jest silniejsza ode mnie? Jak mam jej pomagać, wspierać? Nie zasługuję na nią". Jednym słowem błędne koło...przecież związek to nie wyścig tylko drużyna która gra do jednej bramki. 13 Odpowiedź przez solinka 2014-07-28 14:46:11 solinka Cioteczka Dobra Rada Nieaktywny Zarejestrowany: 2014-02-26 Posty: 303 Wiek: Cudowne 42 lata Odp: Rzucił mnie, bo "zasługuję na kogoś lepszego" Walcz, nie daj się mała. "Anioły, jak im się połamie skrzydła, to muszą na miotle latać" zawsze chętna do pogaduszek GG 5108299 14 Odpowiedź przez Saciu 2014-07-28 15:17:17 Saciu Net-Facet Nieaktywny Zawód: Student Zarejestrowany: 2012-03-16 Posty: 73 Wiek: 23 Odp: Rzucił mnie, bo "zasługuję na kogoś lepszego" Doskonale rozumiem tego kolesia, bo sam jestem raczej zdolny ale bardzo niezmotywowany, też mam tendencję do zniechęcania się. Albo tak jak mówią w wątku, chce ci w delikatny sposób po prostu powiedzieć, że ma dosć, albo serio ma tak niską samoocenę i uważa się za takie zero. A takie myślenie jest bardzo toksyczne i dużo psuje. Don't be a gentleman, be a man. Strony 1 Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Odpowiedzi blocked odpowiedział(a) o 16:56 Miałam podobnie ... po prostu udawaj że już go nie kochasz i jak jest taka możliwość to poproś swoją przyjaciółkę żeby mu ,,przypadkiem,, powiedziała że kochasz jego największego wroga i troszeczkę jego ( twojego byłego chłopaka ) po jakimś tygodniu powinien wrócić ... Powodzenia i jeszcze jedno UŚMIECHNIJ się i nie płacz bo chłopaki nie lubią smutnych dziewczyn ! Trzymam kciuki :) blocked odpowiedział(a) o 16:52 o jejku straszne chlopak cie rzucil skocz z mostu! żal cie w zyciu jeszcze wiele razy cie chlopak rzuci [CENZURA] jestes faceci to swinie tego nie zmienisz greyrose odpowiedział(a) o 16:53 A mnie wczoraj , przez moja niesmaiłosc chyba ... nie umiał ze man rozmawiac a ja z nim ale zalezało nam i tak jakso sie stało ;c tez plakałam ale krotko nie umiem w szkole tak , ale i tak miałam załamke , pocieszałam sie kosztem innych ... To pomogło , sie tak przytulic do kogos , ale nie przypominaj sobie chwil z nim , ani niczego z tym zwiazanego , bo mozesz nagle wybuchac płaczem ... niestety ;c może z nim pogadasz dlaczego to zrobił. powinien ci powiedzieć. nie obraź się ale może miał inną Liza1477 odpowiedział(a) o 16:56 Opanuj się dziewczyno.!To kolejny etap twojego jeszcze wiele okazji.!Nie ma co płakać za facetem.!Uznaj że to debil i nie wie co stracił.!Zobaczysz później będzie cię błagać abyś do niego wróciła.!Ale ty nie możesz ulec.!Nie daj mu żadnych szans i go spław.!Nie myśl o nim jak o miłości swojego życia.!Spotkasz jeszcze wielu chłopaków.!Więc nie przejmój się nim i żyj dalej.!To tylko kolejny krok do prawdziwej miłości.!A nie jakiegoś chłopaka co nie wie co traci.!Więc się uspokój i nie przeżywaj tego.!Bo życie trwa dalej i nie będzie już tak samo.!Będzie tylko o wiele wiele wiele lepiej.!Więc za nim nie tęskinj i zapomnij o nim.!I to co was łaczyło bo to przeszłość.!Teraz musisz żyć teraźniejszością.!I zapomnij o nim.!Znajdź sobie jakiś lepszy obiekt.!Na którym będziesz mogła polegać.! OOO... dziewczyna ! ależ ty biedna no zarąbiście ;3 rozśmiszyłaś mnie phh. słyszysz się i co będziesz dalej płakać śmieszna jesteś trzeba być twardym a tamten niech się kopnie w dupe i nie użyje już brzydkich słów ale jakiś gnuj...porąbany Oj ty biedna.. szkoda mi ciebie... Pieprzyć to i znaleźć innego. Ja jestem facetem i terz mnie dziewczyna rzuciła. Znalazłem inną i po sprawie... zabkaa odpowiedział(a) o 16:52 Młoda jeszcze jesteś , jeszcze kogoś znajdziesz :)"przecież tak toczy się los milionów par" xdd masz 14 mam 18 i uwierz kiedyś będziesz miała gorsze do góry, jestes młoda, nie ma sensu tym wieku nie ma wielkich miłości, będziesz się z tego śmiać. rozstania zawsze sa trudne ale nie marw sie... napewno sobie kogos znajdziesz. jeszcze tyle lat przed toba. nie zalamuj sie... wszystko się ułoży ze mną wczoraj zerwała dziewczyna znajdziesz nowego bo ja już mam nową Uważasz, że ktoś się myli? lub
chłopak mnie rzucił dla innej